Linki

Widzisz wypowiedzi wyszukane dla hasła: Włodzimierz Wołyński





Temat: A może u nas konkurencja dla Jasnej Góry
as7 napisała:

> Proponuję by bazylikę oddać grekokatolikom bo to im została zrabowana przez
> prawosławnych

W 992 roku we Włodzimierzu Wołyńskim powstało biskupstwo prawosławne, w skład
którego weszły między innymi obszary między rzekami: Wieprz i Bug, zamieszkałe
przez ludność ruską.

W latach 20-tych XIII w. książę Daniel Halicki (potomek Włodzimierza Wielkiego)
zjednoczył Ruś, w rezultacie czego ziemie ruskie z Kijowem, Haliczem,
Włodzimierzem zostały połączone w Księstwo Halicko-Włodzimierskie, które stało
się jednym z największych państw ówczesnej Europy Środkowo-Wschodniej. Stolicą
księstwa książę Daniel uczynił wzniesione przez siebie miasto Chełm. W 1223
(lub 1240) r. przeniósł tu również z Uhruska siedzibę biskupstwa. Książę Daniel
ufundował w Chełmie cztery cerkwie, w tym wspaniały sobór ku czci Bogurodzicy
na Górze Chełmskiej, który stał się katedrą biskupów chełmskich. Tutaj właśnie
umieszczono cudowną Chełmską Ikonę Matki Boskiej, która w X w. przywieziona
została na Ruś z Konstantynopola i stała się największą świętością
Chełmszczyzny. Od tego czasu miasto Chełm stało się duchowym centrum tego
regionu. W chełmskim soborze spoczęli po śmierci kolejni chełmscy książęta, z
księciem Danielem na czele oraz biskupi chełmscy.

Czytaj dalej:
www.lublin.cerkiew.pl/historia_diecezji.html
A więc Chełm i Chełmszczyzna to Ruś. Katolicy zagarnęli to co było pierwotnie.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Chełmska Ikona Bogurodzicy
Chełmska Ikona Bogurodzicy
Witam wszystkich,

Słowo się rzekło - krótka relacja:

2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
ma porównywalnego zabytku).

Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
było).

Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
"Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
oddadzą intensywności i głębi tych chwil.

Nie chciało się wychodzić z tej sali...

Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.

Nawiązując do postawionego wcześniej pytania o ewentualny powrót Ikony do
Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...

Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
koronacyjnym grodzie Króla Daniela. Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Zamość- przyszłość jest różowa
Zamość- przyszłość jest różowa, fantastyczna!
Yokashin , to piękne, mądre słowa
Przed Zamościwem stoją wspaniałe perspektywy rozwoju , nasza Perła ma przed
sobą lata prosperity co do tego już od dłuzszego czasu nie mam wątpliwości:-) .
Oczywiście ,że turystyka jest naszą wielką szansą ,
W spadku po naszym Kanclerzu i Hetmanie oraz innych Wielkich Zamościanach
otrzymaliśmy wspaniałe , idealne miasto , teraz tylko od nas zależy jak to
wykorzystamy , pewnie ,że sami tez musimy wiele zrobić ...

Renesansowy ratusz , przeuroczy Rynek otoczony kamieniczkami , w których
podcieniach możesz poczuc się jakbyś wpadł nagle do wieku XVII czy XIX! ,
wspaniała katedra , która obrazuje miasto w skali mikro , potężne
fortyfikacje , bramy wjazdowe, zaciszne podwórka Starego Miasta,
nostalgiczna dająca do myślenia, zadumy rotunda...

W naszym mieście mamy też fantastyczny park i Zoo założone w okresie
międzywojennym , cudowne miejsce na wypoczynek dla mieszczan i turystów
Nie zapominajmy o murach wspaniałej Akademii,ukochanego "dziecka" Jana
Zamoyskiego , arsenale , Rynkach Solnym i Wodnym - tu też można (będzie )
odpocząć w cieniu klonu, pięknych kościołach , renesansowej synagodze ,
uliczkach nad którymi krąży duch Zamościan wieku XVII czy XVIII...
A baza turystyczna? z pewnością nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta ,
brakuje pensjonatów , turystom nie udostępniono nowoczesnych form
rozrywki ...jest bardzo szerokie pole do dzialania dla Zamościan ...

Oczywiście trzeba w tym miejscu wspominiec o cudownej Krainie Wzgórz połozonej
nad Tanwią i Wieprzem . Roztocze to jedyne (prawie;-) ) w swoim rodzaju , a
jeszcze nieodkryte miejsce w którym przyroda zachwyca nas na każdym kroku i
wprost powala z nóg;-) tu pamiętajmy żeby w takim stanie pozostało dla
przyszłych pokoleń .
Niedaleka droga na Ukrainę! a tam pradawny Lwów ze swoimi zabytkami , Zólkiew i
Łuck nasze partnerskie grody ,inne przesiąkniete niezwykłą atmosferą miasta i
miasteczka...Jaworów, Włodzimierz Wołyński , Sokal , Krystynopol , Bełz...

Dostrzegan także możliwości dla rozwoju przedsiębiorczości nie tylko związanej
z turystyką ...

Yokashin mysli już nad inwestycją - oczywiście życzę Ci powodzenia !!bardzo!
J
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Piłsudski-czy ktos go uważa za bohatera narodowego
Adamm34, powiem Ci najszczerzej:
Miałem wrażenie, że czytam tekst z jakiegoś szmatławca z 49 roku, tylko
przerobiony tak, jak się kiedyś przerabiało konne portrety Piłsudskiego na
portrety Rokossowskiego.
Sralis mazgalis!
Takim stylem można tylko zrazić, takie teksty odrzuca się na samym wstępie nie
dlatego, że nie zawierają prawdy, ale dlatego, że są nienawistne. Nawet ktoś,
kto podziela Twoje poglądy, po przeczytaniu tego tekstu musi się czuć jak
obryzgany łajnem. I nie jest ważne, że łajno nie było przeznaczone dla niego.

Co do mnie - uważam Marszałka za bohatera narodowego. Jego pamięć jest w moim
domu obecna. Mój ojciec - jako młody oficer ze Szkoły Podhorążych we
Włodzimierzu Wołyńskim - składał ze swymi kolegami wizytę Marszałkowi.
Niestety - Marszałek był chory i nie mógł do nich wyjść, a mój ojciec do końca
swego bardzo długiego zycia nie mógł przeżałować, ze wtedy się z nim osobiście
nie zetknął. Jako kilkunastoletni chłopiec uczestniczyłem z kilkoma kolegami w
spotkaniach nieformalnego (oczywiście!) kółka "piłsudczyków". Wydawało nam się,
że strasznie konspirujemy. Ale jedyna prawdziwą "akcją" był udział w
nabożeństwie w krypcie na Wawelu. Właściwie to się tam wkradłem. Były tam same
sękate starce, jeden fotograf (młody, ryglował drzwi) i ja - piętnastolatek. To
tam, pierwszy i ostatni raz w życiu słyszałem "Pierwszą brygadę" śpiewaną przez
Jego zołnierzy. Nigdy tego nie zapomnę.
Nie ma wątpliwości, że Piłsudskiemu należy się w Krakowie pomnik (o to, jaki,
gdzie i przez kogo wykonany, będziemy się zapewne przez następne 20 lat bardzo
po polsku kłócić). Ale nie wiem, czego się czepiasz uwagi na temat wieku
legionistów. Jest słuszna. Nikt w tym całym wątku nie obrażał pamięci
marszałka, nie podawał w wątpliwość Jego zasług. Po cóż więc się tak srożysz,
po co łajnem obrzucasz? Kto sie w nim babrze - ten sam cuchnie. Lepiej starać
sie dotrzeć do młodzieży, aby więcej wiedziała o przeszłości narodu. Ale nie
tym tonem, nie tym stylem - bo Cię młodzież wydrwi. A straci na tym takze
wizerunek Marszałka.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Nowy film o Warszawie tuż przed wojną
Matko Bosko co za pierdoła to pisała? Podchorążówka Artylerii (konczyl ja m.in.
śp. pan Jeziorański) była we Włodzimierzu Wołyńskim... Wilno to drugi koniec II
RP, kto tam pracuje?? Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Antypolska uchwała z dnia 22 czerwca 1990 roku!!!
Tutaj pare meldunkow ktore tez zapewne tez sfalszowalo NKWD razem z
UB..
Jurij Stelmaszczuk "Rudyj" do " Rubana":

"Druże Ruban! Przekazuję do waszej wiadomości, że w czerwcu 1943r.
przedstawiciel centralnego Prowodu, dowódca UPA - "Piwnicz" "Kłym
Sawur" przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej,
powszechnej,
fizycznej likwidacji ludności polskiej. (...)

Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do akcji
przeciw Polakom i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach
nadbużańskich - kurinnego "Łysoho"; na rejony turzyski, owadnowski,
oździutycki i pozostałe - "Sosenka"; na okręg kowelski - "Hołobenka".

Sława Ukraini.

Dowódca grupy UPA "Turiw" - "Rudyj",
24 czerwca 1943 r. Stawka".

Sprawozdanie dowódcy kurinia "Łysoho", który we wrześniu 1943r.
donosił kierownictwu OUN odnośnie wykonania powyższej dyrektywy:

"29 sierpnia 1943 r. przeprowadziłem akcję we wsiach Wola Ostrowiecka
i Ostrówki głowniańskiego rejonu. Zlikwidowałem wszystkich Polaków
od małego do starego. Wszystkie budynki spaliłem, mienie i chudobę
zabrałem dla potrzeb kurenia."

W wyniku tej akcji we wsi Wola Ostrowiecka zginęło 529 osób, w tym
220
dzieci w wieku do 14 lat, a we wsi Ostrówki zamordowano 438 osób,
w tym 246 dzieci do lat 14.

I jeszcze jeden meldunek dowódcy kurenia "Łysoho" o pogromie
dokonanym
w Ziemlicy pow. Włodzimierz Wołyński:

"Do wsi Mosur spędzono wszystkich mieszkańców okolicznych
miejscowości
z toporami i widłami, którym "druże" Zuch wyjaśnił, że pod
przewodnictwem
jego uzbrojonego oddziału pójdą do wsi Ziemlica, aby rozprawić się z
Polakami,
i wymagał od nich, żeby byli bezlitośni wobec wszystkich kogo
zastaną w tej
miejscowości. W nocy okrążono wieś, a o świcie zebrali wszystkich
mieszkańców w centrum wsi. Starców, dzieci i chorych, którzy nie
mogli
samodzielnie poruszać się, zabijali na miejscu i wrzucali do studni.
Spędzonym do centrum kazali kopać dla siebie groby, a następnie
przystąpili
do ich zabijania przez uderzenie siekierą w głowę. Tego kto próbował
uciekać
zabijali z broni. Wszyscy mieszkańcy wsi Ziemlica zostali
zlikwidowani,
mienie zabrano dla UPA, budynki spalono ..."

W sierpniu 1992 r. dokonano ekshumacji szczątków wymordowanej przez
UPA
ludności polskiej Ostrówek i Woli Ostrowieckiej.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Grekokatolicy w Rzeszowie
Krótka relacja z Wołynia


2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
ma porównywalnego zabytku).

Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
"Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
oddadzą intensywności i głębi tych chwil.

Nie chciało się wychodzić z tej sali...

Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.

Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
pytania o ewentualny powrót Ikony do
Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...

Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
koronacyjnym grodzie Króla Daniela.



Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: na dobranoc o Sarmacie
tem Wlodzimierz Wolynski to blad ktory przy kopiowaniu musialem popelnic. Chodzi
o Wlodzimierza Wielkiego Kijowskiego. Wiec napisze pozniej jesli zobacze
jakiekolwiek zainteresowanie.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Naczelnemu Haszyście o Sprawiedliwym tzw. "IV RP",
____________syjonizm? tobie się wszystko pomerdało
Gorsi jestescie od smego Kwasniewskiego?

"11 lipca (tekst z 28.06.2003) będziemy obchodzili 60 - tą rocznicę zbrodni
wołyńskiej. Według Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego bez wypowiedzenia
prawdy o tym mordzie, nie będzie mozliwe pojednanie między naszymi narodami.
Natomiast Prezydent Kuczma w rozmowie z Prezydentem Kwaśniewskim nie chciał
odpowiedzieć na pytanie czy przeprosi Polaków za mord wołyński."

....działalności sowieckich grup dywersyjnych na Wołyniu. Są to problemy
związane z inwigilacją ukraińskiego ruchu powstańczego przez sowieckie służby
wywiadowcze. Te problemy wynikają z tego także, że materiały archiwalne zostały
zabrane do Moskwy, albo dalej znajdują się w gestii służb specjalnych
rosyjskich albo ukraińskich."

Do dziś różne źródła szacują l.polskich ofiar z rąk ukraińskich banderowców
na 60 tys. do 200 tys.
pl.wikipedia.org/wiki/Rze%C5%BA_wo%C5%82y%C5%84ska
"Program Narodowego Centrum Kultury
„Świadkowie Historii”

Bolesław Zalewski

Prudnik
Mord Polaków na Wołyniu w 1943 roku
Urodziłem się 4 lipca1930 roku w miejscowości Apanowczyzna, w powiecie
Włodzimierz Wołyński, jako syn Ludwika i Franciszki. Przed wybuchem II wojny
światowej zamieszkałem z rodzicami i całą rodziną w miejscowości Leniów (pow.
Horochów, woj. wołyńskie). Tam mieszkaliśmy do roku 1943. Mordy Polaków na
Wołyniu UPA rozpoczęła 11 lipca 1943 roku. Naszą rodzinę i sąsiadów banderowcy
zaskoczyli 14 lipca po południu. Zostaliśmy okrążeni i ostrzelani. W czasie
ucieczki ojciec został zabity. Razem z dwoma młodszymi braćmi i jeszcze z
pięcioma innymi osobami. Zaprowadzono nas do lasu. Tam Ukraińcy chcieli zakuć
nas bagnetami. Ja i syn sąsiada rzuciliśmy się do ucieczki. Ranni zdołaliśmy
ujść z życiem. Bracia, wujek, ciocia oraz sąsiedzi zostali zamordowani, a ich
szczątki spoczywają w lesie Dembińskim. Ojca pochowano w polu, tam gdzie
zginął. Matka oraz trzy młodsze siostry ocalały, dzięki schronowi koło domu, do
którego i ja dołączyłem. Przebywała tam również nasza dalsza rodzina. Z pomocą
brata matki oraz kuzyna dostaliśmy się do miasta i tak wspólnie przetrwaliśmy
ten potworny czas. Wspomnienia o nim pozostaną w mojej pamięci do końca moich
dni.

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Wypad na ukrainę po ciuchy!!!
Niedaleko za granicą, jest Włodzimierz Wołyński a
w nim podobno wielkie targowsisko, opowiadano mi właśnie o markowych sportowych
ubraniach po 30 zł.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Szukam osób, których rodziny pochodzą z Wołynia
Tadeusz i Irena Słupeccy
Dziadkowie mojego męża mieszkali we Włodzimierzu Wołyńskim. W
czasie "najazdu" uciekli do Zamościa. Babcia o ile pamiętam i nie
przekręcam nosiła nazwisko panieńskie Kudrel. Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Szukam Kopczyńskich
Znam Kopczyńskich, ale ich przodkowie pochodzą z Włodzimierza
Wołyńskiego. Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: perfumy z ukrainy
perfumy z ukrainy
gdzie mozna kupic perfumy na ukrainie -firmowe i niedrogo??? przejscia dorohusk rawa ruska i włodzimierz wołyński Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Ranking zabytkowych miast polskich
Wojsławice
Opuściłem się trochę w realizacji własnego pomysłu - ze wzgledu na brak czasu.
Dzis kolejny zespół zabytkowy Chełmszczyzny - tym razem maleńki, ale ciekawy -
Wojsławice. Od 1440 roku miasto, położone na ważnym dawnym szlaku ze Ślaska i
Wielkopolski przez Lublin i Krasnystaw do Włodzimierza Wołyńskiego i dalej na
Ruś - szlak stracił znaczenie po wybudowaniu przez Zamoyskiego Zamoscia - wtedy
główna droga z Krasnegostawu poszła przez Zamosć do Lwowa. Stary szlak przez
Wojsławice i Uchanie jest bardzo interesujacy - co parę kilometrów - właściwie
w każdej kolejen wsi sa dwory lub pałace (Surhów, Bończa i in.), pozostałosci
zamków (Wojsławice, Uchanie), stare koscioly (Surhów, Bończa, Wojsławice,
Uchanie), stare cerkwie (Kraśniczyn, Bończa, Wojsławice, Teratyn) i inne
zabytki, jak interesujacy zajazd w Kraśniczynie czy synagoga w Wojsławicach.
Same Wojsławice są o tyle interesujące, ze są w nich obiekty sakralne
wszystkich trzech występujących na tych terenach religii - kosciół, cerkiew i
synagoga. Do tego nieźle zachował sie uklad urbanistyczny i sporo starych
domów, również podcieniowych. A w pobliskich Uhcaniach znajduje sie jeden z
najciekawszych polskich kościołów pocz. XVII wieku. Do tego piękne okolice -
naprawdę warto się tam wybrać.
Ale do rzeczy - Wojsławice:
- 1 kościół - 10 pkt.
- 1 cerkiew - 10 pkt.
- 1 bożnica - 10 pkt
- 8 różnych przykoscielnych i in. sakralnych - 16 pkt
- pozostałości zamku i zespół dworski - 10 pkt
- 86 zabytkowych domów - 9 pkt
- 2 bud. przemysłowe - 10 pkt
Razem: 75 pkt. Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Klęska polskiego sportu na olimpiadzie
Gdyby do Wawy liczyc wszystkich tych co do pracy przyjezdzaja to do Lublina
trzeba by zaliczyc czesc Kowla, Lucka czy Wlodzimierza Wolynskiego :-) Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Elektryfikacja Równe - Kiwerce
http://www.uz.gov.ua/index.php?f=Doc.View&p=news_3387.0.news&lng=uk

Z okazji Dnia Niepodległości lwowscy kolejarze zrobili pasażerom prezent:
otworzyli dla ruchu zelektryfikowany odcinek Równe - Kiwerce (obwody
równieński i wołyński) i zaprezentowały mieszkańcom wyremontowany dworzec we
Włodzimierzu Wołyńskim. Całkowita długość zelektryfikowanego odcinka wynosi 62
kilometry w granicach równieńskiego i wołyńskiego obwodu. Wprowadzenie do
eksploatacji takiego obiektu pozwoli nie tylko znacznie zmniejkszyć straty
kolejarzy na zakup paliwa i zwolni znaczną ilość spalinowozów, ale także
poprawi ekologiczną sytuację w równieńskim i wołyńskim obwodzie. Także
kolejarze od teraz będą mogli lepiej wykorzystywać swoich urządzenia i przyrządy.

Prace nad elektryfikacją wspomnianego odcinka rozpoczęły się 21 marca 2008
roku. W sumie przez pięć miesięcy zgodnie z projektem na odcinku postawiono
1063 podpory, zamontowano metalowe wysięgniki, przy montażu wykorzystano 68
ton lin nośnych, 64 tony przewodu jezdnego, 12 ton przewodów innego
przeznaczenia. Sumarycznie na elektryfikacje odcinka Równe - Kiwerce kolejarze
stracili 28,4 mln. hrn. W pracach uczestniczyło 116 specjalistów, 8 drezyn, 2
pociągi robocze i 12 maszyn drogowych.

Jeszcze jednym prezentem na Dzień Niepodległości Ukrainy stał się odnowiony
dworzec we Włodzimierzu Woyńskim (Wołyń).
Dyrektor generalny UZ Wasyl Melniczuk na ceremonii otwarcia dworca zauważył:
"Mam okazję w ciągu ostatnich dni już po raz któryś z rzędu powiedzieć dobre
słowa o kolejarzach, ponieważ na Dzień Niepodległości w całej Ukrainie
sprezentowaliśmy ludności pęk ważnych obiektów"
Tutaj prace rozpoczęto w kwietniu 2008 roku. Na dworcu przeprowadzono remont
kapitalny budynku, nawierzchni obok dworca i peronów, zamontowano żelbetowe i
metalowe ogrodzenia, przeprowadzono kapitalny remont budynków ekspedycji
towarowej. Przeprowadzono wymianę zewnętrznej i wewnętrznej sieci wodociągowej
i kanalizacyjnej, sieci elektrycznej wysokiego oraz niskiego napięcia.
Kolejarze intensywnie pracowali także nad wyglądem przyległego obszaru.
W sumie na obiekcie pracowało ponad 135 fachowców, znajdowało się 13 maszyn
drogowych, a także pojazdy szynowe. Całkowita wartość przeprowadzonych prac -
prawie 4,5 mln. hrn.

********

To tyle, jeśli chodzi o artykuł. Głównie chodzi o elektryfikację, gdzie nie ma
nawet w jednym słowie mowy o tym, co tak naprawdę zrobiono. :-)

Remont dworca, to oczywiście cegiełka, z której buduje się obraz dworców UZ
zwłaszcza na tle dworców PKP. Nic specjalnie ciekawego.

Pozdrawiam,
Franek Grzegorek

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Armia Krajowa i Armia Ludowa - odmienne programy i odmienna wizja powojennej Polski


Wojciech K. wrote:
To sa bzdury zapamietane przez niektorych na
lekcjach "historii" w szkole podstawowej, lub
na podstawie lektury Trybuny Ludu.
Jedna sprawa jest ewakuacja urzedow i administracji
do Rumunii, druga bylo prowadzenie wojny
obronnej na terenie Polski, ktore stracilo sens w momencie
uderzenia Sowietow 17 wrzesnia.


Ciekawe Panie Krasuckie bo w niektorych zrodlach tez _polskich_
znajdziemy takie to zdanie:

 [ W nocy z 4 na 5 IX rozpoczeto ewakuacje rzadu i instytucji
   panstwowych    oraz zlota Banku Polskiego z Warszawy. W dwa
   dni pózniej w slad za rza-  dem stolice opuscil Wódz Naczelny,
   przenoszac sie ze sztabem do  Brzescia, co utrudnilo warunki
   lacznosci z poszczególnymi armiami." ]

Czyli na prawie dwa tygodnie przed atakiem sowietow !!!

 [ "W tej sytuacji aktualny stawal sie plan Naczelnego Wodza, który
    przeniósl sie do Wlodzimierza Wolynskiego, by stworzyc glówny
    osrodek oporu na "przedmosciu rumunskim", nad Dniestrem i Stryjem,
    az do nadejscia wciaz oczekiwanej pomocy sojuszników zachodnich." ]

Nad Dniestrem... samo serce Polski !!! najlepsze miejsce do
kontaktowania sie z reszta Polskiej Armi broniacej np. Warszawy

Poza tym ja wiem ze dla Pana data 18 wrzesnia wyglada
lepiej bo sowieci przekroczyli granice 17 wrzesnia.

Problem w tym ze przekroczenie granicy przez Smiglego odbylo sie
miedzy 17 i 18, kiedy sowieci dopiero co zaatakowali i Naczelny
Wodz nawet dobrze nie mial pojecia jak daleko sie posuneli. Nie
zapominajmy ze polski sztab nigdy specjalnie nie mial w powazaniu
zdolnosci bojowych sowieckiej armi!!!

Problem w tym ze ze juz po piewrszych dwoch dniach wojny 2 wrzesnia
Smigly zaczal rozpatrywac ewakuacji i opuszcenie Warszawy. Problem w
tym ze pozostawil on cala Polske Niemcom tworzac linje obrony na
karpatach.. (a sam poza nia)

Jednoczesnie podczas gdy Smigly siedzi w Rumuni polscy zolnierze
pozbawieni kontaktu z dowodztwem...Lwow poddaje sie dopiero:

- 22.09 Dowódca obrony Lwowa gen. W.Langer poddaje miasto wojskom
        radzieckim.
- 26.09 Garnizon Warszawyodpiera szturm nieprzyjaciela.
- 27.09 Zawieszenie broni w Warszawie.
- 29.09 Kapitulacja Modlina.
-  2.10 Kapitulacja Helu.
- 2-5.10 Pod Kockiem Grupa Operacyjna "Polesie" stacza ostatnia bitwe
         wojny obronnej 1939r

Sowieci po przekroczeniu polskiej granicy oglosili komunikat ze
"Polska znajduje sie rozsypce.. ze polskie wladze NIEISTNIEJA.."
- mieli racje! - a w tej _propagandowce_ pomogal im strategia Smiglego
Rydza.  

Wiec Panie Krasucki z jakich to Pan uczyl sie ksiazek tej histori?
zakladam ze nie byla to Trybuna ale chyba Swierszczyk.

Bo odleglosc z Warszawy do Rumunskiej granicy nie jest znowu taka mala.
Jak daleko od tej granicy byl Smigly ze mogl ja przekroczyc juz 17/18
wrzesnia? 100 km? a ile z tamtad bylo do Warszawy albo Modlina lub Helu,
tam gdzie pod nieobecnosc Wodza gineli zolnierze.

W.

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Armia Krajowa i Armia Ludowa - odmienne programy i odmienna wizja powojennej Polski


 [ W nocy z 4 na 5 IX rozpoczeto ewakuacje rzadu i instytucji
   panstwowych    oraz zlota Banku Polskiego z Warszawy. W dwa
   dni pózniej w slad za rza-  dem stolice opuscil Wódz Naczelny,
   przenoszac sie ze sztabem do  Brzescia, co utrudnilo warunki
   lacznosci z poszczególnymi armiami." ]
Czyli na prawie dwa tygodnie przed atakiem sowietow !!!


Prosze spojrzec na polozenie wojsk polskich i niemieckich w dniu
5 i 6 wrzesnia. To Panu wiele wyjasni. 10 Armia niemiecka
zblizala sie szybo do poludniowej czesci Warszawy, 3 Armia
atakowala na linii Rozan-Wyszkow, 19 Korpus Pancerny
uderzal w kierunku Siedlec z linii Lomza-Wizna - czyli praktyczne
zagrozenie Warszawy. Brzesc byl najwiekszym niezagrozonym miastem
blisko teatru wojny - zatem prosze nie pisac glupot.


 [ "W tej sytuacji aktualny stawal sie plan Naczelnego Wodza, który
    przeniósl sie do Wlodzimierza Wolynskiego, by stworzyc glówny
    osrodek oporu na "przedmosciu rumunskim", nad Dniestrem i Stryjem,
    az do nadejscia wciaz oczekiwanej pomocy sojuszników zachodnich." ]

Nad Dniestrem... samo serce Polski !!! najlepsze miejsce do
kontaktowania sie z reszta Polskiej Armi broniacej np. Warszawy


No comments. Bitwa o Polske zostala przegrana juz 10 wrzesnia
i kazdy to wiedzial - wtedy bylo wiadomo, ze nie uda sie utrzymac
lini Sanu-Wisly-Narwi-Bugu. Nadniestrze bylo rozsadna decyzja.


Nie
zapominajmy ze polski sztab nigdy specjalnie nie mial w powazaniu
zdolnosci bojowych sowieckiej armi!!!


Bzdura. Prosze sobie poczytac o polskich planach obronnych z okresu
II RP i oceny zagrozen.


Problem w
tym ze pozostawil on cala Polske Niemcom tworzac linje obrony na
karpatach.. (a sam poza nia)


Kolejna bzdura.


Jednoczesnie podczas gdy Smigly siedzi w Rumuni polscy zolnierze
pozbawieni kontaktu z dowodztwem...Lwow poddaje sie dopiero:

- 22.09 Dowódca obrony Lwowa gen. W.Langer poddaje miasto wojskom
        radzieckim.
- 26.09 Garnizon Warszawyodpiera szturm nieprzyjaciela.
- 27.09 Zawieszenie broni w Warszawie.
- 29.09 Kapitulacja Modlina.
-  2.10 Kapitulacja Helu.
- 2-5.10 Pod Kockiem Grupa Operacyjna "Polesie" stacza ostatnia bitwe
         wojny obronnej 1939r


To byly walki niedobitkow. Smigly mial do wyboru albo ucieczke, tej
ucieczki nikt nie neguje albo walke z ktoryms ugupowan do konca
i albo smierc albo niewole - niemiecka lub sowiecka.

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Cmentarz Legionowy pod Kostiuchnówką na Wołyniu
    W dniach 4 - 7 lipca 1916 r. pod Kostiuchnówka na Wołyniu rozegrała sie
krwawa bitwa, stając się jedną z krwawych dróg do tak ciężko okupionej
niepodległości.
    W ciągu pamiętnych dni Legiony poniosły wysokie straty: zabitych,
rannych i zaginionych lub wziętych do niewoli było ok. 2000 żołnierzy.
Poległ tam kwiat legionowego żołnierstwa.
Samych cmentarzy i kwater legionowych było  na Wołyniu 1212, które
zewidencjonowano w latach 1923 - 1928.

 W II Rzeczypospolitej na Wołyniu  zbudowanych było 8 cmentarzy legionowych:

- w Koszyszczach
- Kołkach
- Maniewiczach
- Kostiuchnówce
- Wołczecku
- Kowlu
- Włodzimierzu Wołyńskim
- Cmentarz garnizonowy w Łucku

Gdy Polacy po 1945 r. wyjechali z Wołynia, cmentarze niszczały,  a  walki
Legionów  w
 powojennej Polsce  przysypywane były popiołem zapomnienia i pokrywane
patyną niepamięci.
Cmentarze te są odbudowywane od 1998 r. przez harcerzy ze Zgierza.

http://www.zgierz.zhp.org.pl/menu/galeria/kostiuchnowka.html

    Oficer łącznikowy w bitwie pod Kostiuchnówką i bezpośredni świadek
tamtych krwawych walk chor. Juliusz Kaden - Bandrowski  w 1933 r. pisał:

" Już trzeci dzień tej bitwy...
Jedne oddziały idą na linię, inne tuż  koło Komendy Brygady odpoczywają.
Żołnierze idą dwójkami, w spiekocie, skwarze, czarni od kurzu i dymu, z
oczyma szklącymi bezsennością.

    Mimo ustawicznego ryku armat, część śpi, zmożona trudem straszliwym.
Inni znów korzystając z chwilowego odpoczynku, obnażeni po pas, myją się.
 Podziw bierze, iż tak straszliwego ognia i takiego deszczu żelaza używać
trzeba w walce z tym nikłym, drobnym ciałem ludzkim, które błyszczy teraz w
słońcu, pocięte czerwonymi pręgami od noszenia broni.
 Tu czekał w odwodzie 5. Pułk Piechoty, który w tej bitwie tak wielkie
poniósł straty.
 Nie znać po nich było trudów, znojów, ale tylko żałobę. Jakiś strach, by
nie zapytano o kogoś, kto zginął.  Rzekłbyś, uczucie nieodpowiedzialne
szlachetnego wstydu i winy, że  żyją, gdy tylu innych poległo...
 Wyrwa opowiadał Komendantowi przebieg walki, lecz słowa więzły mu w gardle.
Aż nagle o oczy majora zacisnęły się a złota bródka jęła drżeć.
- Trzeba się opanować, Wyrwa ! - zgromił Komendant widząc, że najweselszy z
oficerów płacze..."
Tego samego dnia 7 VII. Wyrwa zginął.

    "Piłsudski - pisał Kaden Bandrowski -  bolał nad stratami,   nikomu nie
zwierzając się ze swych bólów. Miałem  dostrzec te czarne rysy cierpienia na
jego obliczu zgoła przypadkowo. Gdyśmy już po bitwie przeszli do drugiej
linii, wra-cając z jakiejś posyłki, trafiłem na Komendanta za wsią na łące,
jak samotny chodził bezprzestannie.
 Spłoszył się krokami mymi, zawołał - kto tu? -  opowiedziałem się i
podszedłem blisko. Wielkie niebieskie oczy Piłsudskiego zdały się broczyć
krwią w oświetlającym świetle księżyca. Przez całą postać Wodza jakby wyrwał
się jakiś pęd, jakby się przeorywał jakiś zryw bolesny.
Aż nagle rzekł Komendant:
- Wyrwa, Wyrwa, morze przepłynął, by u brzegu utonąć !

    W takich to ogniach, bólach, stratach i zmaganiach rozegrała się i taką
krwią spływała wielka bitwa Legionów pod Kostiuchnówką. Pierwsza rozprawa,
toczona pod pieczą Wodza Polskiego od powstań polskich, bitwa, w której
żołnierz z legionowego, przeistoczył się już w żołnierza armii polskiej."

Cześć ich pamięci.

Victoria

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: PZL P11 vs Me109
  Witam!

  Male uzupelnienie podanych przeze mnie faktow


Witam po urlopie!

Użytkownik "Homo Sapiens" <mas@homosapiens.freeserve.co.uknapisał w
wiadomości | Czy sa jakies potwierdzone przez Niemcow przypadki zestrzelenia Me109
przez
| P11?

   Poniewaz w poprzednich postach dyskusja zeszla w strone jednej tylko
walki nad Warszawa 1 wrzesnia, a pytanie dotyczylo wynikow starc polskich
mysliwcow PZL P.11 (i P.7) z niemieckimi mysliwcami typu Messerschmitt
Bf-109 w ogole, warto tu napisac o pozostalych przypadkach tego typu walk,
ktore mialy miejsce w 1939, i ich wyniku.


   13 wrzesnia

   Rankiem tego dnia 7-8 Bf-109D wykonywalo ofensywny patrol w okolicach
Lucka, gdzie m.in. atakowano z bronu pokladowej tamtejsze lotnisko. W drodze
pworotnej w okolicy Wlodzimierza Wolynskiego niemiecka formacja napotkala
samotnego P.11c ze 114 EM pilotowanego przez st.szer. B. Dabrowskiego, ktory
lecial w poszukiwaniu wlasnej jednostki. Polski mysliwiec byl parokrotnie
atakowany przez Niemcow i w rezultacie wielokrotnie trafiony rozbil sie
podczas przymusowego ladowania. Pilot zostal ciezko ranny. Wynik walki: po
stronie polskiej 1 P.11c zniszczony, pilot ranny, po stronie niemieckiej:
bez strat.


     Podsumowujac: lacznie od 1 do 9 wrzesnia 1939 mialo miejsce 9
grupowych
walk powietrznych pomiedzy polskimi mysliwcami (PZL P.7a, P.11a i P.11c) i
niemieckimi Messerschmittami Bf-109 roznych wersji (Di E), z czego 3
stanowily starcia nierozstrzygniete, badz zakonczone lekkimi
uszkodzeniami,
1 walka zostala ewidentnie przegrana, a 5 zakonczylo sie stratami po obu
stronach (ze wskazaniem jednak na wieksze po stronie polskiej).


   W tej sytuacji daloby to 10 walk od 1 do 13 wrzesnia, w tym 2 walki
przegrane.


  Lacznie w wyniku tych walk strona polska poniosla nastepujace straty:
zestrzelonych:  8 samolotow (1 P.11a i 7 P.11c),


   Teraz: 9 samolotow (1 P.11a i 8 P.11c)


zniszczonych na ziemi: 4 P.7a,
uszkodzonych w powietrzu: 10 P.11c, z czego trwale wylaczone z akcji  5, 1
P.11c prawdopodobnie rozbil sie w wyniku uszkodzen
uszkodzonych na ziemi: 2 P.7a.

     Mozna zatem przyjac, ze w wyniku dzialan niemieckich jednosilnikowych
mysliwcow trwale  wyeliminowanych zostalo lacznie 17 polskich mysliwcow na
pewno, 1 prawdopodobnie, a 7 odnioslo uszkodzenia. Straty w ludziach to:
4 pilotow poleglych lub zmarlych w wyniku odniesionych ran,
4 pilotow rannych.


   Teraz jesli chodzi o straty w sprzecie: 18-1-7, a straty w ludziach: 4-5.

Lacznie, biorac pod uwage tylko samoloty


zestrzelone na pewno w powietrzu na 1 utraconego Bf-109 przypadaja 2
polskie
mysliwce (1:2).


   Po uzupelnieniu: 1:2.3

wziawszy jednak pod uwage wszystkie samoloty zniszczone po


obu stronach (wlacznie z uszkodzonymi i spisanymi ze stanu oraz
prawdopodobnymi  - w obu przypadkach chodzi o samoloty i tak utracone)
mamy
juz stosunek 1:2.57.


   1:2.6

    Pozdrawiam

   Maciej Stanislaw Orzeszko

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Nacjonalizm polski i żydowski
na mily Bog, cos tu za litanie wkleil,od Sasa do Lasa, a i tak prawie wszystko
z tego to wojny obronne ,az dziw,zes o "potopie" nie wspomnial i o wyzynaniu
biednych Szwedow przez krwiozerczych partyzantow Czarneckiego.

-Mieszko vs Hodon.Margrabia luzycki napadl ziemie Polan , wg niemieckiego
kronikarza Thietmara samowolnie i wbrew woli wlasnego cesarza,ktorego Mieszko
byl sojusznikiem
-wyprawa na Kijow Chrobrego,miala na celu osadzenie na tronie spowrotem swojego
ziecia,przylaczone do ksiestwa grody czerwienskie,to te same ziemie zdobyte
jeszcze Mieszkowi przez Wlodzimierza wolynskiego
-Krzywousty sholdowal Pomorze (o zachodnie ci chodzi?) ktore od czasow Mieszka
I nalezalo do Polski.Byla to raczej misja rechrystianizacyjna bp.Ottona z
Bambergu.Pierwsze biskupstwo powstalo w Kolobrzegu jeszcze za czasow
Mieszka,zaraz po chrzcie Polski 966.
-dywersyjny "atak" Krzywoustego na Czechy,w interesie Wegier zaatakowanych
przez cesarza niemieckiego,to chyba juz tylko ty pamietasz.

-walki Boleslawa Poboznego-wystarczy,gdy sprawdzisz na jakich ziemiach sie
toczyly i juz bedziesz wiedzial,kto tu byl agresorem

-to samo dotyczy wszelkich wojen z Krzyzakami (czemu o Lokietku i Plowcaw nie
wspominasz?)
Nie zapomnij,ze caly czas chcesz udowodnic swoimi przykladami
agresywny,ekspansywny charakter panstwa polskiego.
Witold i jego zmagania z Tatarami do tego nie nalezy.Byl ksieciem suwerennego
panstwa,a na punkcie tej suwerennosci Litwini byli az przeczuleni.
O rzeczywistej jednosci mozna mowic dopiero od czasu Unii Lubelskiej 1569.

-o jakich walkach o tron wielkoksiazecy mowisz i co do tego ma zaborcza
polityka polska.?W 1434 r krolem Polski zostal Warnenczyk,na tron ksiazecy
Litwini wybrali jego mlodszego brata Kazimierza.

-Warnenczyk nie walczyl z Tatarami ale Turkami i to jako krol jednoczesnie
wegierski.Polegl w bitwie,ktora miala uchronic Balkany przed tutecka nawala,nie
udalo sie,na Balkanach do dzis jest czczony

-Spytko z Melsztyna? ze co? poparl czeskich husytow,chcial ziemie czeskie do
Polski przylaczyc???? :)))))

-Moldawia a wlasciwie Pokucie bylo lennem Polski od Kazimierza Wielkiego.
W r.1500 wpadlo w rece tureckie,jego hospodarowie zmuszeni byli wraz z Turcja
na ziemie Rzeczpospolitej sie wyprawiac,
Kampanie moldawskie mialy na celu stawianie Turkom odporu, a jeszcze
wczesniej,gdy za "olbrachta wyginela szlachta" wlasnie pomoc Moldawii
podbijanej przez Turkow.

-Batory pod Gdanskiem,ktory zbuntowal sie przeciwko statutom Karnkowskiego? o
to ci chodzi?to ta wojna? :))
popatrz na historie francji,ktorej krolowie caly czas szturmowali zbuntowane
twierdze,Trzej muszkieterowie sie klaniaja.
Batory z Gdanskiem zawarl zreszta ugode, przyjal duza kase,a statuty
Karnkowskiego odlozyl na bok.

-Batorego wojny z carem Iwanem Groznym ,hmmm dluga historia,po sekularyzacjo
Zakonu Kawalerow Mieczowych ostatni Mistrz zlozyl hold lenny Koronie i
Litwie,Moskwa tego nie uznala,Iwan mial chrapke na ziemie,ktore nigdy do Moskwy
nie nalezaly a dawaly dostep do Baltyku.Wkroczyl do Inflant , poczynal sobie
tam tak,ze matki dzieci jeszcze dlugo nim straszyly.
Batory zrobil nowoczesnie,zasponsorowal powstanie serii ksiazek ktore o tym
Europie opowiadaly , byl chyba pierwszym tworca tzw czarnej legendy Rosjan.
Pokonanie Iwana przez Batorego przesunelo o 100 lat imperialne ambicje Rosji.

-dymitriady,w pierwszym etapie prywatne wojenki Mniszchow, pozniej po
propozycji bojarow osadzenia krolewicza Wladyslawa na tronie carskim
oszalamiajace perspektywy nowej unii personalnej,ktora mogla zmienic historie
calej europy,niestety,chyba nierealne.

-religijna wojna trzydziestoletnia ominela ziemie polskie , litewskie tym
bardziej,z jedynym elementem polskim,byl udzial najemnikow,lisowczykow ,(I-sza
odsiecz wiedenska:))

-wymieniane przez ciebie wojny z Turcja to ciag dalszy odpierania
najazdow ,skonczyly sie dopiero w wyniku zwyciestw Sobieskiego,to samo dotyczy
wojen z Moskwa czy Szwecja,wystarczy popatrzec na jakich ziemiach sie toczyly.

aha, bo sprawa ma sie tak,ze polska i litewska szlachta bez entuzjazmu
podchodzila do wszelkich wojen poza granicami,troche bez sensu,gdy chodzilo o
sciganie wroga,czy przeniesienie ciezaru wojny i nie niszczenie wlasnego
terytorium.Zagwarantowala to juz sobie w XIV w za zycia Kazimierza
Wielkiego ,pozniej przywilejami Ludwika Wegierskiego,ze wszystkie zagraniczne
wyprawy krol bedzie oplacal z wlasnej szkatuly-nadanymi w Budzie i w Koszycach.
Zostaly pozniej potwierdzone w Jedlni 1430 (w.Jagiello)Cerekwicy 1454
(k.Jagiellonczyk)czy w Pactach Conwentach (H.Walezy)
Zgode na zwolanie pospolitego ruszenia musial wydac Sejm,na wyslanie go poza
granice kraju-Senat,w tym wypadku,sluzba byla platna 5 grzywien od kopii







-
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: przewoznik,kiedy otworzymy cmentarz w Pawlokomie?
Czy tylko Pawłokoma?
Już w maju 1943 r. Polacy rzucili brzemienne w krwawe skutki hasło „odpłaty za
Wołyń”. W marcu 1944 r. nastąpiła kolejna ofensywa polska przeciw UPA
skoordynowana z działaniami walczącej pod Włodzimierzem Wołyńskim w
ramach „Burzy” 27 DP AK. W toku tej akcji spalono kilkadziesiąt ukraińskich
wsi, a w Sahryniu wymordowano całą ukraińską ludność – 500 czy nawet 800 osób.
Odrębny rozdział to akcja „Wisła”. O polskim terrorze pisali Szota i Szcześniak
w swej monografii „Droga do nikąd” (ograniczona liczba wydanych egzemplarzy tej
książki trafiła wyłącznie do wybranych bibliotek, m.in. do komitetów
wojewódzkich PZPR), gdzie autorzy wymieniają napady na ukraińskie wsie
Piskorowice, właśnie i tę Pawłokomę i Wierzchowiny. W. Nowacki pisze wprost
(w „Z walk przeciw zbrojnemu podziemiu 1944-47”; 1966 r.) o okrucieństwie wojsk
LWP, o stosowaniu zasady zbiorowej odpowiedzialności, o tym, że wojska
kierowały się przeciw wsiom, a nie przeciw partyzantce. Jak pisze autor, w
omawianym okresie w woj. rzeszowskim „zabito 1000 osób z oddziałów UPA i
ludności cywilnej, przy stratach własnych 18 zabitych”. Historyk T.A.Olszański
pisze: „Szczytowe rozmiary osiągnął terror antyukraiński w 1945 r.. W marcu
tego roku Wojska Wewnętrzne zamordowały ok. 540 mieszkańców Starego Lublińca, a
w kwietniu – 400 mieszkańców Gorajca, w marcu samoobrony chłopskie z udziałem
jakiegoś oddziału leśnego wymordowały ok. 300 Ukraińców w Pawłokomie, a oddział
NSZ – 400 skoncentrowanych już do wysiedlenia Ukraińców w Piskorowicach. Inny
oddział NSZ dokonał w czerwcu 45 r. napadu na Wierzchowiny, mordując ok. 200
osób, w tym 65 dzieci. Liczne były też wypadki mordowania księży
greckokatolickich i prawosławnych, zazwyczaj wraz z ich rodzinami. Zginęło ich
łącznie ponad 30. Wedle danych UBP tylko od marca do czerwca 1945 r. z rąk
polskich formacji podziemnych zginęło przeszło 1500 Ukraińców”.
G. Motyka i R. Wnuk piszą ("Pany i rezuny"): "[...] Walki na Zamojszczyźnie
miały niezwykle krwawy charakter. 10. marca 1944 r. polskie oddziały
partyzanckie, próbując ubiec akcje UPA, rozpoczęły ofensywę, podczas której
spaliły kilkanaście ukraińskich wsi, między innymi: Sahryń, Szychowice, Łasków,
Bereść, zabijając w nich ponad 1000 Ukraińców, w większości cywilów."
Wincenty Romanowski pisze ("ZWZ-AK na Wołyniu 1939-1944"): "Na rzezie, rozboje
i rabunki odpowiadano zbrojnymi odwetami, zabijaniem, rekwizycjami, rabunkami.
Zabijanie poczytywano za cnotę. Młodzieńcy, którzy potracili całe rodziny,
rylcami na kolbach karabinów rejestrowali swe ofiary. Ludzka sprawiedliwość
schodziła na skraj zwierzęcej zemsty. [...] W walkach z UPA w zasadzie jeńców
nie brano. Nie oszczędzano również mężczyzn schwytanych bez broni. Założenia i
rozkazy dowódców niejednokrotnie łamała żądza zemsty i odwetu podkomendnych."
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Żydów ratowanie od zagłady
„Akcje bojowe” naszych i tamtych.
wÜman: Działania te opisane w książce Prennera w archiwum Yad Vashem figurują
jako akcje bojowe.

eres: Widać, że po raz pierwszy spotkałeś się z przewrotnością, iż „nasi” to
bohaterowie, a ich nawet najpodlejsze czyny nazywane są wzniosłymi
określeniami, a „tamci” to bandyci, a ich czyny to oczywiście same potworności.

Oto kilka z niezliczonej liczby „akcji bojowych” „naszych”:
AKCJA odbicia więźniów w Lidzie (z publikacji Jana Erdmana "Droga do Ostrej
Bramy"): "[...] Akcja udała się w pełni: wkroczono do więzienia jako patrol
niemiecki eskortujący aresztowanych i bez jednego strzału uwolniono tłum
więźniów. Różne źródła rozmaicie podają ich liczbę: od 50 do 170. Do eskorty i
konwoju 'Lech' wyznaczył oddział baonu 'Ragnara'. W tym czasie wyszło na jaw,
że 'Lech' zaczął porozumienie z Niemcami, chcąc utworzyć dywizję polską do
walki z bolszewikami, a chcąc się wykazać lojalnością wobec Niemców,
posegregował uwolnionych według własnego uznania. Część rozstrzelał, a trupy
ułożył jak sardynki na szosie do Żołudka, zawiadamiając Niemców, że
uciekinierów uchwycił i rozstrzelał".

„Akcja bojowa”określona jako ofensywa:
G. Motyka i R. Wnuk piszą ("Pany i rezuny"): "[...] Walki na Zamojszczyźnie
miały niezwykle krwawy charakter. 10. marca 1944 r. polskie oddziały
partyzanckie, próbując ubiec akcje UPA, rozpoczęły ofensywę, podczas której
spaliły kilkanaście ukraińskich wsi, między innymi: Sahryń, Szychowice, Łasków,
Bereść, zabijając w nich ponad 1000 Ukraińców, w większości cywilów."

„Akcja bojowa” pewnego oddziału leśnego.
Marek Jan Chodakiewicz: „W okolicach Podosia pod Ostrołęką zbiegowie z gett
założyli małą bazę leśną, w której ukrywało się około 30 Żydów. Zaopatrywano
się częściowo drogą kupna a częściowo przez rabunek. Pod koniec maja 1944 roku
w nocy oddział kedywu AK zaatakował obozowisko i obrzuciła bunkry granatami.
Zginęło 12 Żydów. Wciąż nie jest jasne, kto i dlaczego wydał rozkaz o ataku na
bazę uciekinierów. Jednak – przez analogię z innymi wypadkami – okoliczności
wskazują, że decyzję podjęto prawdopodobnie ze względu na prośby miejscowej
polskiej ludności [...].”


„Akcja bojowa” GL. Oficjalny raport GL donosił triumfalnie o AKCJI BOJOWEJ
swoich dzielnych batalionów: „Bataliony dały ognia i wybiły 20 Żydów (...).
Obecnie nie ma w naszych oddziałach Żydów i nie przyjmujemy ich, ponieważ
przynieśli nam wielką stratę”.

W Parczewie 5. lutego 1946 r. miejscowi Żydzi zostali napadnięci i obrabowani
przez oddziały ugrupowania "Wolność i Niezawisłość". W Rabce oddział
partyzantów napadł dwukrotnie na dom dziecka, w którym przebywały chore na
gruźlicę dzieci żydowskie.

O „akcjach bojowych” LWP pisze historyk T.A.Olszański: „W marcu tego roku
Wojska Wewnętrzne zamordowały ok. 540 mieszkańców Starego Lublińca, a w
kwietniu – 400 mieszkańców Gorajca, w marcu samoobrony chłopskie z udziałem
jakiegoś oddziału leśnego wymordowały ok. 300 Ukraińców w Pawłokomie, a oddział
NSZ – 400 skoncentrowanych już do wysiedlenia Ukraińców w Piskorowicach. Inny
oddział NSZ dokonał w czerwcu 45 r. napadu na Wierzchowiny, mordując ok. 200
osób, w tym 65 dzieci. Liczne były też wypadki mordowania księży
greckokatolickich i prawosławnych, zazwyczaj wraz z ich rodzinami. Zginęło ich
łącznie ponad 30.
W marcu 1944 r. nastąpiła kolejna ofensywa polska przeciw UPA skoordynowana z
działaniami walczącej pod Włodzimierzem Wołyńskim w ramach „Burzy” 27 DP AK. W
toku tej akcji spalono kilkadziesiąt ukraińskich wsi, a w Sahryniu wymordowano
całą ukraińską ludność – 500 czy nawet 800 osób.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Konflikt polsko - ukraiński czy zbrodnia ludobójst
No i gdybyśmy w tym krwawym konflikcie
byli ci święci...
W opisach naszych historyków niełatwo znaleźć jakieś ślady ich trudu
policzenia wszystkich ofiar ukraińskich (z reguły niewinnych kobiet
i dzieci), choćby tych z okresu osławionych akcji pacyfikacyjnych
dokonywanych przez wojska gen. Hallera, czy też tak zwanej
polonizacji i brutalnego „nawracania” na rzymski katolicyzm
Ukraińców Chełmszczyzny (1936 – 1938 r.). Owych nieszczęsnych akcji
przypominających hitlerowską germanizację Wielkopolski z lat
niemieckiej okupacji (hitlerowskie czystki etniczne w Warthegau). O
akcji tej pisze historyk T.A. Olszański: „Był to akt zbrodniczej
wręcz głupoty, nawet z punktu widzenia polskiej racji stanu. Oto w
przededniu wojny, z którą władze te miały obowiązek się liczyć,
rozpoczęto przymusowe nawracanie na katolicyzm prawosławnych
mieszkańców Chełmszczyzny, uważając ich za zruszczonych Polaków. W
toku tej akcji wojsko niszczyło cerkwie i kaplice prawosławne i
wysiedlało duchownych prawosławnych. [...] Do końca 1938 roku, kiedy
to akcję wstrzymano, zniszczono w ten sposób 91 cerkwi, w tym 20
zbudowanych po I. wojnie światowej z zezwoleniem władz, 10 kaplic i
26 domów modlitwy. 4 cerkwie i 4 kaplice odebrano prawosławnym
[...]. Akcja ta, prowadzona na terenach, gdzie dotychczas nie było
większych napięć w stosunkach narodowościowych, a w toku której
wojsko niejednokrotnie łamało siłą opór parafian, co pociągało za
sobą ofiary śmiertelne, przysporzyła Polsce i Polakom nowych rzesz
nieprzejednanych wrogów, a dla ludności Chełmszczyzny i Wołynia
stała się podstawowym doświadczeniem, kształtującym w następnym
okresie ich stosunek do Polaków”.
W maju 1943 r. Polacy rzucili brzemienne w krwawe skutki
hasło „odpłaty za Wołyń”. W marcu 1944 r. nastąpiła kolejna ofensywa
polska przeciw UPA skoordynowana z działaniami walczącej pod
Włodzimierzem Wołyńskim w ramach „Burzy” 27 DP AK. W toku tej akcji
spalono kilkadziesiąt ukraińskich wsi, a w Sahryniu wymordowano całą
ukraińską ludność – 500 czy nawet 800 osób. Oczywiście włącznie z
niemowlętami.
Odrębny rozdział to akcja „Wisła”. O polskim terrorze pisali Szota i
Szcześniak w swej monografii „Droga do nikąd” (ograniczona liczba
wydanych egzemplarzy tej książki trafiła wyłącznie do wybranych
bibliotek, m.in. do komitetów wojewódzkich PZPR), gdzie autorzy
wymieniają napady na ukraińskie wsie Piskorowice, Pawłokomę i
Wierzchowiny. W. Nowacki pisze wprost (w „Z walk przeciw zbrojnemu
podziemiu 1944-47”; 1966 r.) o okrucieństwie wojsk LWP, o stosowaniu
zasady zbiorowej odpowiedzialności, o tym, że wojska kierowały się
przeciw wsiom, a nie przeciw partyzantce. Jak pisze autor, w
omawianym okresie w woj. rzeszowskim „zabito 1000 osób z oddziałów
UPA i ludności cywilnej, przy stratach własnych 18 zabitych”.
Historyk T.A.Olszański pisze: „Szczytowe rozmiary osiągnął terror
antyukraiński w 1945 r.. W marcu tego roku Wojska Wewnętrzne
zamordowały ok. 540 mieszkańców Starego Lublińca, a w kwietniu – 400
mieszkańców Gorajca, w marcu samoobrony chłopskie z udziałem
jakiegoś oddziału leśnego wymordowały ok. 300 Ukraińców w
Pawłokomie, a oddział NSZ – 400 skoncentrowanych już do wysiedlenia
Ukraińców w Piskorowicach. Inny oddział NSZ dokonał w czerwcu 45 r.
napadu na Wierzchowiny, mordując ok. 200 osób, w tym 65 dzieci.
Liczne były też wypadki mordowania księży greckokatolickich i
prawosławnych, zazwyczaj wraz z ich rodzinami. Zginęło ich łącznie
ponad 30. Wedle danych UBP tylko od marca do czerwca 1945 r. z rąk
polskich formacji podziemnych zginęło przeszło 1500 Ukraińców”.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Akcja Wisła zakończyła mordy UPA na Polakach
A mordy dokonywane na Ukraińcach i metody akcji „Wisła” też Wam przypadły do
gustu?
A czy traktowanie Ukraińców przez polskie władze w okresie międzywojennym też
Wam przypadły do gustu?
O zbrodniach i o drastycznych szczegółach okrucieństw dokonanych na Polakach
przez UPA są tomy, że wspomnę choćby o wydanym przed niewielu laty grubym
dwutomowym zbiorze tych opisów i zdjęć zebranych przez historyków p.p.
Siemaszków. Podobne opisy zbrodni dokonanych przez Polaków na Ukraińcach trudno
uświadczyć w polskich publikacjach. Nasze publikacje ograniczają się co
najwyżej do suchych faktów. Ale i większość nawet tych faktów znamy dopiero od
niewielu lat. Sądzę, że nawet one nie są wielu Polakom znane, mniemam, że i
polemistom nin. wątku.
Z literatury historycznej można się dowiedzieć o pogromach Ukraińców na
Chełmszczyźnie, czy o polskich tzw. akcjach odwetowych w latach 40. minionego
stulecia. Jednakże w opisach naszych historyków niełatwo znaleźć jakieś ślady
ich trudu policzenia ofiar ukraińskich (z reguły niewinnych kobiet i dzieci),
choćby tych z okresu osławionych akcji pacyfikacyjnych dokonywanych przez
wojska gen. Hallera, czy też tak zwanej polonizacji i brutalnego „nawracania”
na rzymski katolicyzm Ukraińców Chełmszczyzny (w latach 1936 – 1938). Owych
nieszczęsnych akcji przypominających hitlerowską germanizację Wielkopolski z
lat niemieckiej okupacji (patrz hitlerowskie czystki etniczne w Warthegau). O
akcji tej pisze historyk T.A. Olszański: „Był to akt zbrodniczej wręcz głupoty,
nawet z punktu widzenia polskiej racji stanu. Oto w przededniu wojny, z którą
władze te miały obowiązek się liczyć, rozpoczęto przymusowe nawracanie na
katolicyzm prawosławnych mieszkańców Chełmszczyzny, uważając ich za
zruszczonych Polaków. W toku tej akcji wojsko niszczyło cerkwie i kaplice
prawosławne i wysiedlało duchownych prawosławnych. [...] Do końca 1938 roku,
kiedy to akcję wstrzymano, zniszczono w ten sposób 91 cerkwi, w tym 20
zbudowanych po I. wojnie światowej z zezwoleniem władz, 10 kaplic i 26 domów
modlitwy. 4 cerkwie i 4 kaplice odebrano prawosławnym [...]. Akcja ta,
prowadzona na terenach, gdzie dotychczas nie było większych napięć w stosunkach
narodowościowych - a w toku której wojsko niejednokrotnie łamało siłą opór
parafian, co pociągało za sobą ofiary śmiertelne - przysporzyła Polsce i
Polakom nowych rzesz nieprzejednanych wrogów, a dla ludności Chełmszczyzny i
Wołynia stała się podstawowym doświadczeniem, kształtującym w następnym okresie
ich stosunek do Polaków”.
W maju 1943 r. Polacy rzucili brzemienne w krwawe skutki hasło „odpłaty za
Wołyń”. W marcu 1944 r. nastąpiła kolejna ofensywa polska przeciw UPA
skoordynowana z działaniami walczącej pod Włodzimierzem Wołyńskim w
ramach „Burzy” 27 DP AK. W toku tej akcji spalono kilkadziesiąt ukraińskich
wsi, a w Sahryniu wymordowano całą ukraińską ludność – 500 czy nawet 800 osób.
Odrębny rozdział to akcja „Wisła”. O polskim terrorze pisali Szota i Szcześniak
w swej monografii „Droga do nikąd” (ograniczona liczba wydanych egzemplarzy tej
książki trafiła wyłącznie do wybranych bibliotek, m.in. do komitetów
wojewódzkich PZPR), gdzie autorzy wymieniają napady na ukraińskie wsie
Piskorowice, Pawłokomę i Wierzchowiny. W. Nowacki pisze wprost (w „Z walk
przeciw zbrojnemu podziemiu 1944-47”; 1966 r.) o okrucieństwie wojsk LWP, o
stosowaniu zasady zbiorowej odpowiedzialności, o tym, że wojska kierowały się
przeciw wsiom, a nie przeciw partyzantce. Jak pisze autor, w omawianym okresie
w woj. rzeszowskim „zabito 1000 osób z oddziałów UPA i ludności cywilnej, przy
stratach własnych 18 zabitych”. Historyk T.A.Olszański pisze: „Szczytowe
rozmiary osiągnął terror antyukraiński w 1945 r.. W marcu tego roku Wojska
Wewnętrzne zamordowały ok. 540 mieszkańców Starego Lublińca, a w kwietniu – 400
mieszkańców Gorajca, w marcu samoobrony chłopskie z udziałem jakiegoś oddziału
leśnego wymordowały ok. 300 Ukraińców w Pawłokomie, a oddział NSZ – 400
skoncentrowanych już do wysiedlenia Ukraińców w Piskorowicach. Inny oddział NSZ
dokonał w czerwcu 45 r. napadu na Wierzchowiny, mordując ok. 200 osób, w tym 65
dzieci. Liczne były też wypadki mordowania księży greckokatolickich i
prawosławnych, zazwyczaj wraz z ich rodzinami. Zginęło ich łącznie ponad 30.
Wedle danych UBP tylko od marca do czerwca 1945 r. z rąk polskich formacji
podziemnych zginęło przeszło 1500 Ukraińców”.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Zobaczyliśmy w Ukraińcach ludzi, którzy walczą ...
...tamtych lat. Pokaż także i te traktujące o pogromach dokonywanych przez
Polaków na Ukraińcach na Chełmszczyźnie, czy o polskich akcjach odwetowych w
latach 40. minionego stulecia.
Trudno znaleźć w opisach naszych historyków śladu ich trudu policzenia ofiar
ukraińskich (z reguły niewinnych kobiet i dzieci), choćby tych z okresu
osławionych akcji pacyfikacyjnych dokonywanych przez wojska gen. Hallera, czy
też tzw. polonizacji i brutalnego „nawracania” na rzymski katolicyzm Ukraińców
Chełmszczyzny (1936 – 1938 r.). Owych nieszczęsnych akcji przypominających
hitlerowską germanizację Wielkopolski z lat niemieckiej okupacji. O akcji tej
pisze historyk T.A. Olszański: „Był to akt zbrodniczej wręcz głupoty, nawet z
punktu widzenia polskiej racji stanu. Oto w przededniu wojny, z którą władze te
miały obowiązek się liczyć, rozpoczęto przymusowe nawracanie na katolicyzm
prawosławnych mieszkańców Chełmszczyzny, uważając ich za zruszczonych Polaków.
W toku tej akcji wojsko niszczyło cerkwie i kaplice prawosławne i wysiedlało
duchownych prawosławnych. [...] Do końca 1938 roku, kiedy to akcję wstrzymano,
zniszczono w ten sposób 91 cerkwi, w tym 20 zbudowanych po I. wojnie światowej
z zezwoleniem władz, 10 kaplic i 26 domów modlitwy. 4 cerkwie i 4 kaplice
odebrano prawosławnym [...]. Akcja ta, prowadzona na terenach, gdzie dotychczas
nie było większych napięć w stosunkach narodowościowych, a w toku której wojsko
niejednokrotnie łamało siłą opór parafian, co pociągało za sobą ofiary
śmiertelne, przysporzyła Polsce i Polakom nowych rzesz nieprzejednanych wrogów,
a dla ludności Chełmszczyzny i Wołynia stała się podstawowym doświadczeniem,
kształtującym w następnym okresie ich stosunek do Polaków”.
Już w maju 1943 r. Polacy rzucili brzemienne w krwawe skutki hasło „odpłaty za
Wołyń”. W marcu 1944 r. nastąpiła kolejna ofensywa polska przeciw UPA
skoordynowana z działaniami walczącej pod Włodzimierzem Wołyńskim w
ramach „Burzy” 27 DP AK. W toku tej akcji spalono kilkadziesiąt ukraińskich
wsi, a w Sahryniu wymordowano całą ukraińską ludność – 500 czy nawet 800 osób.
Odrębny rozdział to akcja „Wisła”. O polskim terrorze pisali Szota i Szcześniak
w swej monografii „Droga do nikąd” (ograniczona liczba wydanych egzemplarzy tej
książki trafiła wyłącznie do wybranych bibliotek, m.in. do komitetów
wojewódzkich PZPR), gdzie autorzy wymieniają napady na ukraińskie wsie
Piskorowice, Pawłokomę i Wierzchowiny. W. Nowacki pisze wprost (w „Z walk
przeciw zbrojnemu podziemiu 1944-47”; 1966 r.) o okrucieństwie wojsk LWP, o
stosowaniu zasady zbiorowej odpowiedzialności, o tym, że wojska kierowały się
przeciw wsiom, a nie przeciw partyzantce. Jak pisze autor, w omawianym okresie
w woj. rzeszowskim „zabito 1000 osób z oddziałów UPA i ludności cywilnej, przy
stratach własnych 18 zabitych”. Historyk T.A.Olszański pisze: „Szczytowe
rozmiary osiągnął terror antyukraiński w 1945 r.. W marcu tego roku Wojska
Wewnętrzne zamordowały ok. 540 mieszkańców Starego Lublińca, a w kwietniu – 400
mieszkańców Gorajca, w marcu samoobrony chłopskie z udziałem jakiegoś oddziału
leśnego wymordowały ok. 300 Ukraińców w Pawłokomie, a oddział NSZ – 400
skoncentrowanych już do wysiedlenia Ukraińców w Piskorowicach. Inny oddział NSZ
dokonał w czerwcu 45 r. napadu na Wierzchowiny, mordując ok. 200 osób, w tym 65
dzieci. Liczne były też wypadki mordowania księży greckokatolickich i
prawosławnych, zazwyczaj wraz z ich rodzinami. Zginęło ich łącznie ponad 30.
Wedle danych UBP tylko od marca do czerwca 1945 r. z rąk polskich formacji
podziemnych zginęło przeszło 1500 Ukraińców”.
Więc może zdjęcia z tych wydarzeń uzmysłowią nam, że i my, Polacy, nie jesteśmy
niewiniątkami, że różni nas nie zadawane okrucieństwo, a liczby ofiar tych
okrucieństw.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Żukow i Stalingrad - prawdy i mity
Bitwa pancerna pod Dubnem
W skład I Grupy Pancernej Kleista weszlo cztery dywizje pancerne (9, 11, 14 i 16) oraz dwie
zmotoryzowane (zdaje sie że 16 i 25). W sumie dwa korpusy. Odwód stanowiła dywizja SS
Viking i jeszcze jedna dywizja zmotoryzowana (numeru nie pamiętam). Tak więc liczebnosć
czołgów po stronie niemieckiej była bliska 1000 lub ją przwyższala. Nie należy zapominać,
ze jednostki niemieckie były w pełni zmobilizowane i przygotowane pod względem technicznym.
Posiadały też stany osobowe typowe dla czasu wojny.

Po stronie radzieckiej dwa najsilniejsze korpusy zmechanizowane (4. i 8.) z chwilą wybuchu
wojny zostały skoncentrowane jeden w okolicy Sambora (8.) drugi na zachód od Lwowa
(Jaworów). Oba miały wykonać natarcie, zgodnie z przedwojennymi planam na zachód przez
Bramę Przemyską.

Tymczasem Niemcy wykonali uderzenie na odcinku Włodzimierz Wołyński-Sokal, i do zatkania
tej wyrwy nakazano 15. korpusowi wykonać uderzenie z rejonu Brodów na Radziechów.
Tam też wieczorem 22 czerwca doszło do pierwszego starcia oddzialu wydzielonego (w sile batalionu)
z Niemcami. 15. korpus jak większosć jednostek radzieckich nie posiadał sorodkow transportu,
dlatego czolgi nie maily wsparcia piechoty, ani artylerii. Na dodatek jeden z pułków (19.) 10. dywizji pancernej
ugrzązł w baganch w okolicy Toporowa. W efekcie korpus ten wchodził do akcji stopniowo
i nigdzie nie był w stanie wywalczyc przewagi. W powietrzu ponadto dominowała Luftwaffe.

Dzieje 8. korpusu zmechanizowanego zostały dosć dobrze opisane przez Nikolaja Popiela, który
był komisarzem w tym korpusie. Nie sądzę, żeby jego książka była kiedykolwiek tłumaczona w
Polsce, obfituje ona ponadto w elementy propagandowe (Popiel był w końcu komisarzem), można
się jednak z niej dowiedzieć wielu interesujących szczegółów, chociażby takich że Niemcy
przeciwko ukrytym po lasach Rosjanom zastosowali napalm, lub cos o podobnym dzialaniu.

Stosunkowo niewiele widaomo nt. działań 4. korpusu zmechanizowanego, najsliniejszego jaki
był w tym czasie na Ukrainie. Powód jest chyba taki, że dowodził nim generał-major Andriej Własow.
Musiał dowodzić nim jednak na tyle umiejętnie, że pomimo wysokich strat awansował i pod
Moskwą dowodził już całą armią.

Korpusy: 9., 19., 22. i 24 były znacznie słabsze- składały się prawie wyłącznie ze starych
czołgów. Korpusy 16. i częsci 2. i 18. zostały użyte już w lipcu.
Warto wiedzieć, że korpusem 9. dowodził Konstanty Rokossowski- najwybitniejszy dowódca
pochodzenia polskiego. W tym korpusie był też pułkownik Katukow- mistrz zasadzek, który
odegrał wybitną rolę na jesieni 41 r dowodząc 4. brygadą pancerną, a zakończył wojnę jako
dowódca 1. armii pancernej. Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Gdzie są królewskie korony?
Trzeba tu przypomnieć, że insygnia królewskie zostały już raz blisko sto lat
wcześniej wykradzione. Za wiedzą biskupa kujawskiego Dąmbskiego wybito 15
września 1697 r. dziurę w murze skarbca i tegoż dnia Dąmbski koronował na
Wawelu elektora saskiego Fryderyka Augusta, właściwie uzurpatora, ponieważ dwa
miesiące wcześniej na warszawskim polu elekcyjnym prymas ogłosił królem
francuskiego księcia Franciszka Conti. Prymas nie chciał koronować Augusta, a
senatorowie nie chcieli wydać kluczy od skarbca.

Wywiezienie przez Prusaków królewskich regaliów było straszliwym wstrząsem dla
całej Polski. Nie chciano w to wierzyć. W II połowie XIX w. powstała legenda
koron. Głosiła ona, że w 1794 r. – na parę godzin przed rabunkiem pruskim –
kapucyn ojciec Wacław Nowakowski wykradł regalia i zawiózł je do Włodzimierza
Wołyńskiego, gdzie ukrył w klasztorze kapucyńskim. Wiara w ukryte tam korony
była tak silna, że mimo toczącej się wojny z bolszewikami marszałek Piłsudski
nakazał w czerwcu 1920 r. Ministerstwu Spraw Wojskowych przeszukać
włodzimierski klasztor. Wysłannicy nic nie znaleźli. Jednak wysłano jeszcze
oficjalny list do ówczesnego biskupa łuckiego Ignacego Dubowskiego z żądaniem
relacji o poszukiwaniach.

Mimo braku jakichkolwiek tropów po II wojnie powstał tzw. ślad kujawski. Otóż
rzekomo w czasie I wojny światowej wrócił do Polski szlachcic sybirak, który
umierając wyznał Sierakowskiemu, właścicielowi dóbr więcławskich, że tu są
ukryte korony. Sierakowski na łożu śmierci przekazał tajemnicę swojemu synowi.
Ten zdradził ją władzom. W latach siedemdziesiątych rozpoczęły się poszukiwania
między Myśliborzycami a Więcławicami. Okazało się jednak, że miejsca te były
już wcześniej rozkopywane. Przez kogo? Kiedy?

Czy wierzymy w sprawiedliwość Opatrzności? Otóż owa korona moskiewska w 1794 r.
była już kopią oryginalnej. Jan Kazimierz – tonący po abdykacji w długach –
sprzedał ją. Żeby się z niej rozliczyć wobec państwa, sporządził kopię (którą
właśnie zabrali Prusacy). Czy zostaliśmy za to właśnie ukarani?

Król czeski wywiózł koronę Szczodrego do Czech. Po jego śmierci i wygaśnięciu
dynastii Przemyślidów do Pragi przyjechał pretendent do tronu książę Henryk
Karyncki i zabrał zarówno koronę polską jak i czeską, czyli prawdziwą św.
Wacława. A więc ta też już nie istnieje. Obecna – zwana dalej koroną św.
Wacława – została podarowana Czechom w 1347 r. przez cesarza Karola IV.

Habent sua fata Coronae.

Bogdan Śmigielski jest aktorem i reżyserem, autorem sztuk granych w wielu
teatrach, często o tematyce historycznej.


Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Ciag dalszy historii
Ciag dalszy historii
Ruś Halicko-Wołyńska lub Ruś Halicko-Włodzimierska (ukr. Галицько-Волинське
князівство, łac. Regnum Galiciae et Lodomeriae) – jedna z dzielnic powstałych
w wyniku rozpadu Rusi Kijowskiej, z ośrodkami w Haliczu i Włodzimierzu
Wołyńskim. Miasta wchodzące w skład księstwa: Chełm, Przemyśl, Zwenigród, Bełz
i Lwów.

Pierwsza pisemna wzmianka wspominająca największy gród halicki w Haliczu
pochodzi z roku 898 i jest autorstwa nieznanego z imienia kronikarza, z zapisu
wynika, że w Haliczu przebywali wówczas Węgrzy. Następnie w najstarszej
kronice kronikarza ruskiego Nestora z roku 981 znajduje się pierwsza wzmianka
o terenach, na których położony był obszar późniejszego księstwa halickiego:
poszedł Włodzimierz na Lachów i zajął im grody ich Przemyśl, Czerwień i inne
grody mnogie, które i do dziś są pod Rusią.

Po śmierci Jarosława Mądrego w 1054 Ruś rozpadła się na szereg księstw
dzielnicowych. Było to wynikiem podziału państwa Rurykowiczów między pięciu
synów Jarosława. Każdorazowy podział władzy po kolejnych książętach
kijowskich, następujący zgodnie z zasadą senioratu, prowadził do dalszego
rozdrobnienia i osłabiał państwo. Upadku nie powstrzymała ani ugoda książąt w
Lubeczu (1097), ani silna władza książąt Włodzimierza Monomacha (1113-1125)
czy Mścisława Wielkiego (1125-1132). Ród Rurykowiczów pogrążył się w
konfliktach wewnętrznych, zręcznie wykorzystywanych przez Bizancjum. Po
powstaniu Cesarstwa Łacińskiego (1204) Ruś straciła swe kontakty handlowe w
basenie Morza Czarnego na rzecz Wenecji i Królestwa Węgier.

Od roku 1240 do 1340 zależność lenna od chanów tatarskich uzurpujących sobie
prawo swobodnego osadzania w Haliczu książąt.

W 1238 na czele Rusi Halicko-Wołyńskiej stanął książę Daniel Halicki (ukr.
Danyło Hałyćkyj) (1201-1264), któremu udało się obronić przed wrogami
zewnętrznymi, wzmocnić swą władzę i zabezpieczyć granice państwa. Daniel
założył osady grodowe Chełm (1237) i Lwów (1256) i przeniósł stolicę z Halicza
do Chełma. Został pierwszym królem Rusi Halicko-Wołyńskiej (koronowany w
Drohiczynie). Po śmierci Daniela Halickiego władzę przejął jego syn Lew
Halicki, który w 1272 przeniósł stolicę z Chełma do Lwowa. Książę Lew
utrzymywał sojusz z Węgrami i rozwijał kontakty handlowe z ziemiami
nadbałtyckim. W stosunku do Polski prowadził politykę nieprzyjazną.
Przeciwdziałał zjednoczeniowym zamierzeniom Władysława Łokietka, próbował
opanować tron krakowski – został jednak rozgromiony przez Małopolan pod
Goślicami. W odwecie Leszek Czarny spustoszył ziemie ruskie od Brześcia po
Lwów. W latach 1286-1287 Lew toczył wojnę z Małopolanami o Przeworsk. Następcą
Lwa został Jerzy Halicki (1301-1308 lub 1315). Wprowadził on do swej
kancelarii język łaciński, przeniósł stolicę z podupadłego Lwowa do
Włodzimierza Wołyńskiego, który znajdował się nieco bardziej w centrum jego
państwa. Nawiązał poprawne stosunki z Polską i Węgrami. Propagował na Rusi
zachodnioeuropejski etos rycerski. Synowie Jerzego – Andrzej władający na
Wołyniu i Lew II władający księstwem halickim utracili na rzecz Litwy
Drohiczyn, a w roku 1323 obaj polegli w czasie walki z najazdem tatarskim.

Ostatnim władcą królestwa był piastowski książę Bolesław Jerzy II, wnuk Lwa
Daniłowicza Halickiego. Jerzy Trojdenowicz panował w latach 1323-1340. Po jego
śmierci we Włodzimierzu Wołyńskim na skutek otrucia przez bojarów w roku 1340
państwo halicko-wołyńskie istniało jeszcze do 1349, stanowiąc przedmiot
rywalizacji Polski, Litwy i Węgier.

W 1349 król Polski Kazimierz III Wielki ugruntował władzę nad ziemia halicką,
a z czasem również Chełmszczyzną, natomiast wołyńska część księstwa przeszła
pod władzę Litwy.

Od Rusi Halicko-Włodzimierskiej pochodzi nazwa Galicji i Lodomerii.

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Nowe pomniki dla Bandery
Nowe pomniki dla Bandery
Przeciw hucznym obchodom 65. rocznicy powstania Ukraińskiej
Powstańczej Armii protestują zwolennicy tradycji Armii Czerwonej. A
miejscowi Polacy milczą
Rok temu na ulicach Kijowa doszło do starć z weteranami Armii
Czerwonej. I może dlatego tu obchody będą skromne. – W cerkwi
Sofijewskiej zostanie odprawiona msza w intencji UPA, a później
pójdziemy na uroczystą akademię. Na wszelki wypadek będzie nam
asystowała milicja – mówi „Rz” Orest Waskuł, szef oddziału Bractwa
UPA w Kijowie.
– Jeśli upowcy zechcą wyjść na ulice Kijowa, będziemy interweniować –
zapewnia Wałentyn Anastasijew, wiceprzewodniczący Związku Weteranów
Armii Czerwonej.
– Jesteśmy oburzeni obchodami powstania tej zbrodniczej formacji.
Jej żołnierze strzelali w plecy niewinnym ludziom. Widziałem to.
Przez 14 lat mieszkałem w Iwano-Frankowsku (dawny Stanisławów –
przyp. red.).Na zachodzie Ukrainy będzie jednak inaczej niż w
Kijowie.
Pomnik Stepana Bandery, przywódcy Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów (UPA była jej zbrojnym ramieniem), stanie we Lwowie.
Organizatorzy zaprosili nawet premiera Wiktora Janukowycza, który
dowódcę UPA Romana Szuchewycza nazywa sprzymierzeńcem Hitlera.
Szanse, że premier się pojawi, są jednak nikłe.
Kolejny pomnik Bandery stanie w Buczaczu pod Tarnopolem. Władze
obwodu tarnopolskiego organizują akcję na wielką skalę: kombatanci
UPA dostaną dodatki do emerytur, w kinach będą wyświetlane filmy
historyczne. Uczniowie uporządkują pomniki i cmentarze żołnierzy
UPA, odbędą się lekcje o walce wyzwoleńczej narodu ukraińskiego.
W Łucku na Wołyniu – kolebce Ukraińskiej Powstańczej Armii –
przejdzie marsz „Akcja solidarności z UPA”. Radni wołyńscy
zdecydują, które ulice jakich miast nazwać na cześć Bandery,
Szuchewycza i ich współtowarzyszy.
UPA walczyła pod koniec wojny i po wojnie z Sowietami, jednak już w
1943 r. rozpoczęła walkę z mieszkającymi na Wołyniu Polakami.
Wymordowała kilkadziesiąt tysięcy osób, kilkaset tysięcy wygnała,
zniszczyła kilkaset wsi.
– My już do takich obchodów przywykliśmy. Emocje opadły – mówi „Rz”
szef polskiej organizacji w Łucku Walenty Wakoluk. – Zawsze mówię
Ukraińcom, że UPA była zrywem niepodległościowym narodu ukraińskiego
i nic dziwnego, że walczyła z formacjami sowieckimi, niemieckimi czy
nawet polskimi. Ale gdy zaczęli wyrzynać ludność cywilną, to już
była zbrodnia. I przyznam, że Ukraińcy zaczynają tego słuchać.
Franciszka Prus, przewodnicząca polskiego stowarzyszenia z
Włodzimierza Wołyńskiego, nie chce mówić o pomnikach Bandery. – Ja
dalej stawiam krzyże w miejscach, gdzie pochowani są pomordowani
Polacy. Postawiłam już wiele, trzeba postawić jeszcze więcej –
twierdzi.
Piotr Kościński, Tatiana Serwetnyk
Rzeczpospolita, 13-14 pażdziernika 2007
www2.rp.pl/artykul/61974.html Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: W. Siemiaszko - bez przebaczenia!
W. Siemiaszko - bez przebaczenia!
Bez przebaczenia...

Rozmowa Krzysztofa G. Różyckiego z tygodnika "Angora" z
Władysławem Siemaszko, autorem książki "Ludobójstwo", byłym oficerem
27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej.
Angora Nr 29 [683], 20 lipca 2003.


- Prezydent Ukrainy Leonid Kuczma nie przeprosił Polaków za
ludobójstwo popełnione przez jego rodaków na Wołyniu w 1943 roku.

- Pan Kuczma nie tylko nie powiedział przepraszam, ale nawet
nie potępił zbrojnych oddziałów UPA, które popełniły te straszne
zbrodnie.

- Polski Sejm ogromną przewagą głosów przyjął wspólną uchwałę
w sprawie wydarzeń na Wołyniu, podczas gdy ukraiński parlament
przegłosował ją zaledwie kilkoma głosami. Stało się tak mimo tego,
że zrezygnowaliśmy z nazwania tych zbrodni ludobójstwem.

- Nacjonaliści mają na Ukrainie duże wpływy. Ich przedstawiciele do
ostatniej chwili robili wszystko, żeby parlament wybielił ich
zbrodnie.

- Ukraińcy mówią, że to, co stało się na Wołyniu, było odwetem
za pogardę i dyskryminację, jakiej doznali w II Rzeczypospolitej.

- Dyskryminacja, a ludobójstwo to dwie różne sprawy.
Gdy wojewodą łuckim był Henryk Józewski, każda gmina miała
obowiązek fundowania stypendiów dla uczniów gimnazjum. W moich
stronach otrzymał je jeden Polak i trzech Ukraińców.

- Wielu ukraińskich historyków i publicystów zrównuje ukraińskie
zbrodnie z polską akcją samoobrony.

- W przeciwieństwie do Ukraińców, my nie zabijaliśmy starców,
kobiet i dzieci. Był wyraźny rozkaz dowództwa okręgu AK, żeby nie
stosować ukraińskich metod.

- Ale przecież Polacy także stosowali odwet.

- Jedyny znany mi polski odwet, to akcja porucznika
Filipowicza. Gdy w okolicach Lubowli Ukraińcy wymordowali dwie
polskie wsie i pijani dzielili się łupami, 80 żołnierzy Armii
Krajowej zrobiło wypad i kilku z nich zabili. Według moich badań,
Polacy zabili na Wołyniu 800 Ukraińców, w tej liczbie zwykli cywile
stanowili tylko kilkadziesiąt osób!

- Strona ukraińska mówi o 20 tysiącach.

- Teraz mówił już o 12 tysiącach. Nie podając jednak źródeł,
nawet nie wymieniając, na jakich terenach miało się to odbywać.

- Czy Ukraińcy popełnili ludobójstwo, czy była to "tylko" fala
morderstw?

- Oczywiście, że ludobójstwo. Nie mam żadnych wątpliwości, iż
zabito przeszło 60 tysięcy Polaków. W tej liczbie większość
stanowili zwykli cywile: kobiety, starcy, dzieci. Były wsie, w
których zabito 600 osób. Nie tak dawno miałem wgląd do dokumentów
IPN, w których jest protokół przesłuchania biskupa ordynariusza
diecezji łuckiej, aresztowanego przez NKWD w styczniu 1945 roku.
Biskup zeznał w nim, iż na podstawie meldunków księży z terenu
zginęło co najmniej 60 tysięcy Polaków, a przeszło 100 tysięcy
musiało uciekać z ziemi, którą ich przodkowie zamieszkiwali od XIV
wieku. Mało tego, już na kilka lat przed bitw± pod Grunwaldem
Rusini służący w wojsku litewskim zamordowali w Łucku 4 tysiące
Polaków!


- Czym tłumaczyć tak wielkie okrucieństwo? Przecież bardzo
wielu mordów dokonano za pomocą kos, pił, a kaci spływali krwią
ofiar.

- To ich wrodzona cecha. Rozbijali niemowlęta o ścianę,
używali wideł, siekier, rozrywali ludzi końmi. Lubowali się w
torturach. To był naród chłopski, bez własnej elity, historii,
a nawet świadomości.
Jeszcze do 1918 roku większość Ukraińców nazywała się Rusinami
lub "tutejszymi".
A już pod koniec lat 20. nacjonaliści ukraińscy marzyli o
czystkach etnicznych, usunięciu z Ukrainy: Rosjan, Żydów, Polaków i
Czechów.

- Wierzy pan w pojednanie Polaków i Ukraińców?

- Wyłącznie w pojednanie władz. Przez wiele lat jeździłem na
Wołyń. W mieszkających tam ludziach nie ma żadnej skruchy. Nawet w
tych, którzy pamiętają tamte lata.
Moi przodkowie mają grobowiec we Włodzimierzu Wołyńskim. Po moim
wystąpieniu w telewizji, gdy powiedziałem kilka przykrych słów
prawdy, na drugi dzień grób został zdewastowany. Na pojednanie
trzeba poczekać jakieś 70 lat.

- Nim się pojednamy, konieczne jest przebaczenie.

- Moje pokolenie na pewno im nie przebaczy.

Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: Trivoznie lito 43-go
Aniela Dębska - Wygasający ból
Aniela Dębska przed obrazem męża, przedstawiającym atak UPA na Kisielin

www.rzeczpospolita.pl/teksty/specjal_030712/specjal_a_2-1.jpg
Śledztwo po latach

Tamtego dnia dokonano napadów i dopuszczono się zbrodni na Polakach w
osiemdziesięciu miejscowościach powiatów Horochów i Włodzimierz Wołyński. To
ważna data. Według prokuratora Piotra Zająca z Oddziałowej Komisji Badania
Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Lublinie, gdzie prowadzone jest śledztwo w
sprawie zbrodni popełnionych na Polakach na Wołyniu, dzień 11 lipca 1943 roku
potwierdza wersję śledczą o zbrodni ludobójstwa.

- Cała akcja ze względu na swój zasięg, rozmiary, precyzyjność uderzeń oraz
zaskoczenie Polaków musiała być wcześniej zaplanowana i przygotowana. Nie mógł
być to zwykły zbieg okoliczności. Ofiarami działań podjętych przez ukraińskich
nacjonalistów byli w równej mierze zdolni do noszenia broni mężczyźni, co
kobiety, dzieci i osoby starsze. W czasie pacyfikacji polskich wsi ginęli
wszyscy, bez wyjątku - twierdzi prokurator Zając.

W lipcu 1943 roku zabijano Polaków w wielu innych miejscowościach gminy
Kisielin. W dzień po zbrodni w Kisielinie swoich polskich sąsiadów mordowali
Ukraińcy z Twerdyni. Tego samego dnia zabitych zostało 80 Polaków z Wólki
Sadowskiej i około 140 z Rudni. 15 lipca upowcy zamknęli około 20 Polaków z
kolonii Żurawiec w stodole i podpalili ją. W trzy dni później w kolonii Zabara
wymordowano 35 Polaków. Władysława Gniota uratowała wtedy jego szkolna
koleżanka Ukrainka, córka sołtysa Romaniuka, biorącego udział w zabójstwach.
Władysław i Ewa Siemaszkowie, którzy opublikowali dokumentację tych zbrodni,
podają, że w lipcu 1943 roku w powiecie horochowskim zginęło co najmniej 2569
Polaków, na całym zaś Wołyniu było co najmniej 10,5 tys. ofiar. Liczba ofiar
zbrodni dokonanych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w
latach wojny szacowana jest na 50 - 60 tys. I znajduje, jak stwierdza
prokurator Piotr Zając, odzwierciedlenie w materiałach śledztwa.

Między tymi, co zabijali, byli zapewne Ukraińcy z Kisielina. A w każdym razie
pomagali tym, co zabijali. Z Kisielina byli ci, którzy zawracali ludzi do
kościoła.

- Moja koleżanka Miłka Miszczuk stała tamtego dnia przy wozie, na który
kładziono ubrania ściągnięte z zabitych - mówi Aniela Dębska. Nie mam
pretensji, że była w UPA. Ja służyłam w 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Można było
walczyć przeciw sobie. Ale dlaczego oni mordowali? Kto z mieszkańców Kisielina
mordował - tylko oni wiedzą. To ich sprawa. Ja nie będę ich sądzić .

Z zeznań złożonych w śledztwie w sprawie mordów na Wołyniu wynika, że w
Kisielinie niektórzy miejscowi Ukraińcy wyłapywali i konwojowali polskich
sąsiadów w kierunku kościoła, gdzie dokonywano zabójstw.

Wygasający ból

Kiedy w 1975 roku Aniela Dębska przyjechała po raz pierwszy po wojnie do
Kisielina, pod same ruiny kościoła podchodziło kartoflisko. Gdzieś pod nim był
zbiorowy grób. W dwa lata potem mieszkańcy Kisielina odnaleźli i ogrodzili
mogiłę, usypali kopczyk. Pojawiła się tablica z napisem upamiętniającym
zabitych przez "faszystów". W 50-lecie zbrodni z inicjatywy Włodzimierza
Dębskiego postawiono krzyż z nazwiskami pomordowanych i poległych w obronie.
Była msza w ruinach kościoła. Brali w niej udział także Ukraińcy.

- Za każdym razem, gdy przyjeżdżałam do Kisielina, czułam strach. Taki sam jak
wtedy, gdy zaraz po tamtej niedzieli natknęłam się w lesie na dwóch upowców.
Minęliśmy się. Bałam się, że strzelą mi w plecy.

Inny strach towarzyszy dziś Ukraińcom. Jedna z mieszkanek Kisielina powiedziała
Anieli Dębskiej: "O tym, co się wtedy stało, my nie możemy nic mówić, nam
zabronili". A Włodzimierz Dębski usłyszał słowa: "No cóż, mordowali - źle
zrobili, ale walczyli o Ukrainę".

Syn Anieli i Włodzimierza Krzesimir skomponował muzykę do filmu "Ogniem i
mieczem". Złagodzono w nim okrutny obraz wojny polsko-kozackiej. Pozostały
jednak słowa, którymi kończy się książka Henryka Sienkiewicza: "Nienawiść
wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą".

Aniela Dębska patrzy na obraz: - Nigdy nie miałam w sobie nienawiści. Był we
mnie strach, ból, żal. Ale to już wygasa, powoli odchodzi. -

www.rzeczpospolita.pl/dodatki/specjal_030712/specjal_a_2.html Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Temat: "podsuchane u Rusow"
1940 wrzesień 17, Moskwa

Znamienna rocznica!

Artykuł dziennika "Krasnaja Zwiezda", organu Ludowego Komisariatu Obrony ZSRR
z okazji pierwszej rocznicy agresji Armii Czerwonej na Polskę
Minął rok od tego historycznego dnia, kiedy oddziały Armii Czerwonej,
spełniając rozkaz rządu radzieckiego, przekroczyły granicę... Do historii
czynów bojowych Armii Czerwonej na zawsze zostaną zapisane zwycięstwa spod
Grodna, Lwowa, huraganowe przerwanie i rozbicie warownego ośrodka Sarny,
uderzenie na wroga pod Baranowiczami, pod Dubnem, Tarnopolem i wielu innymi
miejscowościami. Niepowstrzymaną lawiną płynęły wojska pancerne wspomagane
przez lotnictwo, artylerię i zmotoryzowaną piechotę. Szybkość, niepowstrzymany
pęd bojowy, błyskawiczna akcja często bardzo paraliżowało w ogóle wszelki
opór. W ciągu 12-14 dni nieprzyjaciel był zupełnie rozbity i unicestwiony. W
tym okresie jedna tylko grupa wojsk Frontu Ukraińskiego w bitwach i manewrach
okrążających wzięła do niewoli 10 generałów, 52 pułkowników, 72
podpułkowników, 5131 oficerów, 4096 podoficerów i 181 223 szeregowców Polskiej
Armii.
Szybkie posuwanie się Czerwonej Armii nie było następstwem braku oporu. Podły
i politowania godny rząd polski zabezpieczył swoją ucieczkę do Rumunii
siedmioma dywizjami piechoty. Oddziały Frontu Ukraińskiego, pozostające pod
dowództwem tow. Timoszenki, rozbiły te główne siły nieprzyjacielskie w bardzo
krótkim czasie.
W tym czasie wzrosło znacznie bezpieczeństwo granic naszej ojczyzny. Kraj
socjalizmu doszedł do tych rezultatów w czasie, gdy świat kapitalistyczny jest
kołysany wzburzonymi falami drugiej imperialistycznej wojny światowej.
Inicjatorzy i twórcy tej rzezi wszelkimi sposobami starają się ją poszerzyć i
powiększyć.
Kierownictwo państwa polskiego wraz ze swoją nieudaną generalicją wplątało
swój kraj w wojnę z Niemcami i szybko zbankrutowało... 17 września w myśl
decyzji rządu ZSRR wojska Armii Czerwonej przekroczyły dawną granicę Polski...
Nasze oddziały zdecydowanie i energicznie łamały opór wojsk polskich tam,
gdzie były stawiane próby oporu.
...w Grodnie oddziały Armii Czerwonej spotkały się ze zorganizowanym oporem
wroga. Most na Niemnie był zabarykadowany i gdy nasze czołgi zbliżyły się do
niego, z drugiej strony otworzono silny ogień z km. i kb. Polacy strzelali
przeciwpancernymi i zapalającymi pociskami. Zdecydowane działania N-tej
brygady pancernej doprowadziło do tego, że wieczorem 20 września południowa
część miasta została zdobyta. Czołgi działały pojedynczo i zwalczały liczne
punkty ogniowe przeciwnika, umieszczone w domach i różnych kryjówkach.
Nieprzyjaciel starał się otoczyć czołgi ogniem jednocześnie ze wszystkich
stron. Kilka czołgów wdarło się do miasta i przez całą noc prowadziło bój z
przeważającymi siłami nieprzyjaciela. Część czołgów została zniszczona.
Rankiem 21 września nasza artyleria, znajdująca się na prawym brzegu Niemna,
otworzyła ogień na główne centra obrony - koszary, okopy.
N-ty pułk strzelców, przeprawiwszy się przez rzekę łódkami, zbudował most dla
czołgów, zlikwidował dużą grupę oficerów za dworcem i toczył krwawy bój na
ulicach miasta... Inny pułk strzelców w ślad za pierwszym przeszedł Niemen,
likwidując przy pomocy czołgów grupę oficerów (do 250 osób) broniących się na
wschodnich wzgórzach. Reszta Polaków uciekła w kierunku Sopoćkinie-Suwałki. W
bitwie wzięto 38 oficerów, 28 oficerów młodszych, 1477 żołnierzy. Nie mniej
jak 350 oficerów zostało zabitych. W okolicy Dubna wzięto do niewoli 500
oficerów, 5500 szeregowych, a przy likwidacji grupy gen. Andersa - 2
generałów, 3 pułkowników, 50 oficerów i 1000 szeregowych. Pod Włodzimierzem
Wołyńskim radziecka brygada czołgów miała wziąć 150 oficerów i 1200 żołnierzy.
W okolicach Lublina 3000 oficerów..., ogółem 12 generałów, 8000 oficerów i 230
000 żołnierzy.

Źródło:
Zmowa. IV rozbiór Polski. Wstęp i oprac. A. L. Szcześniak, Warszawa 1990, s.
197-199.
Przeglądaj więcej wiadomości z wątku



Strona 2 z 4 • Zostało wyszukane 146 rezultatów • 1, 2, 3, 4